Fandom

Elder Scrolls Wiki

Wilcza Królowa księga II

12 425stron na
tej wiki
Dodaj nową stronę
Komentarze0 Udostępnij

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Wilcza Królowa księga druga – książka pióra Waughina Jartha.

Treść Edytuj

Z pism Montocai, mędrca z pierwszego roku trzeciej ery:

3E 82:

Rok po ślubie swej czternastoletniej wnuczki, księżniczki Potemy, z królem Mantiarco z norskiej Samotni, cesarz Uriel Septim II zmarł. Jego syn, Pelagius Septim II, wstąpił na tron i z powodu niegospodarności swego ojca musiał sobie radzić z poważnie nadszarpniętym skarbcem.

Jako nowa władczyni Samotni, Potema spotkała się z oporem ze strony starych norskich rodów, które uznawały ją za obcą. Mantiarco był wdowcem, a jego poprzednia żona była powszechnie kochana. Zostawiła mu syna, księcia Bathorgha, który był dwa lata starszy od swej macochy i nie kochał jej. Lecz król kochał swą królową i wraz z nią cierpiał, gdy przechodziła jedno poronienie za drugim, aż wreszcie w dwudziestym dziewiątym roku życia urodziła mu syna.

3E 97:

- Musisz coś zrobić z tym bólem - krzyknęła Potema, obnażając zęby.
Uzdrowicielowi Kelmethowi natychmiast przyszła na myśl rodząca wilczyca, ale przegnał ten obraz ze swego umysłu. Jej wrogowie nazywali ją Wilczą Królową nie z powodu zewnętrznego wyglądu.

- Wasza Wysokość, nie ma żadnej rany, którą mógłbym wyleczyć. Ból, który czujesz, jest naturalny i pomocny w porodzie - miał dodać jeszcze kilka słów pociechy, ale musiał przerwać, by uchylić się przed lusterkiem, którym w niego cisnęła.

- Nie jestem brudną wieśniaczką! - warknęła. Jestem królową Samotni, córką Cesarza! Wezwij daedry! Oddam im dusze wszystkich poddanych za odrobinę ulgi!

- Pani moja - odparł uzdrowiciel z zdenerwowaniem, zaciągając zasłony, by zimne poranne światło nie wpadało do środka - nie jest mądrze czynić takie propozycje nawet żartem. Oczy Otchłani wiecznie czekają na takie pochopne wtrącenia.

- Co ty wiesz o Otchłani, uzdrowicielu? - odgryzła się gniewnie, ale jej głos był spokojniejszy, cichszy. Ból zelżał. - Podasz mi to lusterko, którym w ciebie rzuciłam?

- Rzucisz nim ponownie Wasza Wysokość? - spytał z napiętym uśmiechem, robiąc, co mu kazano.

- Najprawdopodobniej - powiedziała, przeglądając się.
- I tym razem nie spudłuję. Bogowie, ależ strasznie wyglądam. Czy lord Vhokken wciąż czeka na mnie w korytarzu?

- Tak, Wasza Wysokość.

- No to powiedz mu, że muszę tylko poprawić włosy i może wejść. I zostaw nas. Kiedy ból wróci, będę wrzeszczeć.

- Tak, Wasza Wysokość.

Kilka minut później do komnaty wprowadzono lorda Vhokkena. Był ogromnym, łysym mężczyzną, którego przyjaciele i wrogowie nazywali Górą Vhokken, a kiedy się odzywał, brzmiało to jak niski pomruk gromu. Królowa była jedną z bardzo nielicznych osób, które ani trochę się go nie bały.

Uśmiechnął się do niej.

- Jak się czujesz, moja królowo? - spytał.

- Źle jak cholera. Ale ty wyglądasz jakby na Górę Vhokken zawitała wiosna. Z twego radosnego oblicza wnoszę, że zrobiono cię naczelnym wodzem.

- Tylko tymczasowo. póki król nie zbada, czy są dowody na domniemaną zdradę mojego poprzednika, lorda Thone.

- Jeśli podłożyłeś je tak, jak ci radziłam, to je znajdzie - powiedziała z uśmiechem Potema, podnosząc się na łokciu. - Powiedz, czy książę Bathorgh wciąż jest w mieście?

- Cóż za pytanie, Wasza Wysokość - zaśmiała się góra. - Dziś Turniej Krzepy, wiesz dobrze, że książę w by go nie przegapił. Co roku wymyślna nowe strategie samoobrony, żeby się nimi popisywać. Nie pamiętasz, jak w zeszłym roku wyszedł na ring bez zbroi i po dwudziestu minutach walki z sześcioma wojownikami uzbrojonymi w miecze zszedł z niego bez zadrapania? Zadedykował tamtą walkę królowej Amodecie, swej zmarłej matce.

- Tak, pamiętam.

- Nie jest moim druhem ani twoim przyjacielem, Wasza Wysokość, ale trzeba oddać mu sprawiedliwość. Śmiga jak błyskawica. Nie pomyślałabyś tak o nim, ale zawsze używa swej niezręczności jako przewagi, żeby zdezorientować przeciwników. Niektórzy mówią, że nauczył się tego od orków z południa. Ponoć potrafią przewidywać ataki jakimś nadnaturalnym sposobem.

- Nie ma w tym nic nadnaturalnego - odparła cicho królowa - Ma to po ojcu.

- Mantiarco nigdy nie potrafił się tak poruszać - wtrącił Vhokken.

- Nie powiedziałam, że potrafił. - Zamknęła oczy i zacisnęła mocno zęby. - Ból wraca. Przyprowadzisz uzdrowiciela, ale najpierw powiedz mi jedno - czy rozpoczęto budowę nowego letniego pałacu?

- Tak myślę, Wasza Wysokość.

- Nie myśl! - krzyknęła, zaciskając dłonie na pościeli i gryząc wargi do krwi. - Działaj! Upewnij się, że budowa zacznie się natychmiast, dzisiaj! Zależy od tego przyszłość twoja, moja i mojego dziecka! Precz!

Cztery godziny później król Mantiarco wszedł do komnaty, by ujrzeć swego syna. Królowa uśmiechnęła się słabo, gdy ucałował ją w czoło. Gdy podała mu dziecko, po jego twarzy spłynęła łza. Podążyła za nią kolejna, a potem jeszcze jedna.

- Panie mój - powiedziała z sympatią. - Wiem, że jesteś sentymentalny, ale doprawdy!

- Nie chodzi tylko o dziecko, choć jest piękny, ma rysy swej matki. - Mantiarco ze smutkiem spojrzał na żonę, a jego przestarzała twarz ściągnęła się w agonii. Najdroższa, mamy kłopoty w pałacu. Prawdę rzekłszy, tyko te narodziny sprawiają, że dzień ten nie jest najczarniejszym ze wszystkich podczas mego panowania.

- Co się stało? Coś na turnieju? - Potema podciągnęła się na łóżku. - Coś z Bathorghiem?

- Nie, to nie turniej, ale tak, chodzi o Bathorgha. Nie powinienem cię martwić w takiej chwili. Musisz wypocząć.

- Mężu mój, powiedz mi!

- Chciałem zrobić ci niespodziankę po narodzinach naszego dziecka, więc kazałem całkowicie odnowić stary pałac letni. To piękne miejsce, a przynajmniej kiedyś tak było. Pomyślałem, że ci się spodoba. Prawdę rzekłszy, był to pomysł lorda Vhokkena. To było ulubione miejsce Amodethy. - W głosie króla zabrzmiała gorycz. - Teraz wiem dlaczego.

- Czego się dowiedziałeś? - spytała cicho Potema.

- Amodetha zdradziła mnie tam z moim zaufanym dowódcą, lordem Thone. Były tam ich listy, najwstrętniejsze, jakie można sobie wyobrazić. A to jeszcze nie koniec.

- Nie?

- Daty w listach zgadzają się z dniem narodzin Bathorgha. Chłopca, którego wychowałem i kochałem jak syna - Głos Mantiarco załamał się od emocji. - Jest dzieckiem Thone'a, nie moim.

- Najdroższy - powiedziała Potema, niemal czując litość dla starego mężczyzny. Objęła go za szyję, podczas gdy on łkał, a jego łzy kapały na nią i ich dziecko.

- Od tej chwili - powiedział cicho - Bathorgh nie jest już moim dzieckiem. Zostanie wygnany z królestwa. Dziecko, które mi dziś urodziłaś zostanie kiedyś królem Samotni.

- Być może nie tylko - dodała Potema. Jest też wnukiem Cesarza.

- Damy mu na imię Mantiarco Drugi.

- Najdroższy, to byłoby cudowne - powiedziała Potema, całując mokrą od łez twarz króla. - Ale mogę mieć propozycję? Może Uriel, po mym dziadku, cesarzu, który połączył nas małżeństwem?

Król Mantiarco uśmiechnął się do żony i skinął głową. Zabrzmiało pukanie do drzwi.

- Panie mój - powiedziała Góra Vhokken. - Jego wysokość książę Bathorgh zakończył turniej i czeka, byś wręczył mu nagrodę. Sprostał atakom dziewięciu łuczników i skorpiona-olbrzyma, którego sprowadziliśmy z Hammerfell. Tłum wykrzykuje jego imię. Nazywają go "człowiekiem, którego nie można trafić".

- Spotkam się z nim - powiedział ze smutkiem król Mantiarco i wyszedł z pokoju.

- Ależ można go trafić, można - rzekła ze zmęczeniem Potema. - Ale trzeba się postarać.

Więcej w Fandom

Losowa wiki