Fandom

Elder Scrolls Wiki

Bestiariusz Herbane'a: Krasnoludzkie automatony

12 436stron na
tej wiki
Dodaj nową stronę
Komentarze0 Udostępnij

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Bestiariusz Herbane'a: Krasnoludzkie automatony – książka opowiada o krasnoludzkich automatonach przebywających w krasnoludzkich ruinach.

Treść Edytuj

Bestiariusz Herbane'a:
Krasnoludzkie automatony


9 Domowego Ogniska

Krasnoludy to rasa wymarła wiele wieków temu i chyba dobrze, że tak się stało. Widok brodatych mężczyzn i kobiet wzrostu dużych dzieci byłby niezwykle nieprzyjemny. Tak czy inaczej, czymkolwiek krasnoludy rozgniewały bogów i spowodowały upadek całej swojej cywilizacji, musiał to być niezwykły, godzien obejrzenia spektakl.

Szczątki ich cywilizacji leżą pogrzebane w sercu gór, a uczeni i złodzieje z całego świata rzucają się na te ruiny krasnoludzkich miast niczym sępy na padlinę, objadając do czysta kości przeszłości, starą wiedzę, która czeka, by ją odkryć, skarby czekające na odnalezienie. Wiele osób leży jednak pomordowanych w tych przeklętych salach, bowiem krasnoludzkie ruiny nie oddają swoich skarbów bez walki.

Członkowie mojej rodziny opowiadali te historie dawno temu, kiedy byłem jeszcze dzieckiem. Mówili, jak biegle krasnoludy potrafiły budować maszyny. Twierdzili, że zanim nastały nasze czasy, krasnoludy okiełznały potęgę ziemi i posługiwały się ogniem oraz młotem, którymi z mechaniczną precyzją kształtowały brąz i stal, powołując do życia te starożytne już teraz konstrukty z metalu i magii. W mrocznych salach i komnatach, pośród nieustannego brzęku obracających się trybów i szumu pary, leżą i czekają, by zaskoczyć lub zgładzić niedoszłych rabusiów krasnoludzkich skarbów, niczym posępni strażnicy ostatnich okruchów kultury wymarłej rasy.

Opuściłem się w wilgotną ciemność Mzulft. Leniwy syk pary, szczęk metalu i postukiwanie starych trybów napędzających opustoszałe miasto niemal każdego wytrąciłyby z równowagi. Słyszałem, jak coś porusza się w mroku, przebiegając po podłodze tuż poza zasięgiem mego wzroku, podczas gdy mijałem ciała łupieżców i uczonych, którzy nie zaszli zbyt daleko. Wiedziałem, że to nie szczury zamieszkują te sale.

Małe mechaniczne pająki rzuciły się na mnie gwałtownie, a ze ścian wystrzeliły maszyny i rozwinęły się z kul w urządzenia, które toczyły się na kołach zamiast nóg i miały kusze zamiast rąk. Nie mogłem nie podziwiać tych maszyn, które zbudowano tylko w jednym celu: by mordowały ludzi. Moją siłą są miecz oraz tarcza i takie rzeczy mnie nie przerażają, gdyż słyszałem już o większych niebezpieczeństwach, które czyhają w tych głębinach - i rzeczywiście w komnatach poruszyło się coś innego, potężnego, masywnego. Gdy się zbliżało, jego kroki wstrząsały ziemią, jakby uderzały w nią ogromne kolumny, a gdy wyłoniło się z ciemności, po raz pierwszy zobaczyłem to wyraźnie. W jednej dłoni topór, w drugiej młot, miało wysokość pięciu ludzi i odlane było z matowego brązu, z twarzą wykonaną na wzór swych dawnych panów. Parowy centurion. Opowieści okazały się prawdziwe, był to jeden ze strażników największych krasnoludzkich skarbów.

Walczyliśmy, a krasnoludy musiały naprawdę wyginąć, ponieważ nasze starcie było tak głośne, że mogłoby obudzić umarłego. Rzucił się na mnie z młotem i toporem, nadludzką siłą i ogromną wytrzymałością, nie pragnąc niczego poza tym, by mnie zabić. Robiłem unik za unikiem, podczas gdy jego niecelne ciosy kruszyły kamienie wokół mnie. Wykorzystując każdą lukę w jego obronie, uderzałem i ciąłem go moim ostrzem, a ściany wokół nas trzęsły się i drżały. Nie zamierzam dać się pokonać maszynie.

Tam, gdzie zwykły człowiek dawno by już zginął, ja stałem nad skorupą tego martwego automatona, z którego para uchodziła niczym ostatnie tchnienie. Mogłem zabrać krasnoludzkie artefakty i metal, ale zostawiłem je dla innych, nie chciałem bowiem ściągnąć na siebie klątwy umarłych. Może taki właśnie błąd popełnili moi niezliczeni poprzednicy.

Będę kontynuować podróż przez te ziemie i może pewnego dnia Herbane natknie się na godnego siebie przeciwnika, gdyż nie spotkałem jeszcze nic, co swym widokiem przyprawiłoby mnie o drżenie.

Więcej w Fandom

Losowa wiki